Hey, ludzie!
Jak wam minął ostatni dzień wakacji?? Albo jak wam minęły całe wakacje?? Mi zdecydowanie za szybko...
Szczerze mówiąc to trochę boję się iść do szkoły. Dlaczego?? Bo idę do pierwszej klasy w liceum. Do nowej szkoły. Nowego budynku. Nowych nauczycieli. Nowych ludzi.
Najbardziej boję się tych ostatnich, bo szczerze mówiąc to nie umiem poznawać ludzi. Nie że nie chcę. Ja po prostu tego nie umiem. Wszyscy mi mówią, że to takie łatwe. No sorry, że jestem inna, i że nie potrafię tak banalnej rzeczy. Zawsze za bardzo się stresuję, gadam głupoty, nie umiem znaleźć wspólnego tematu rozmowy. To dla mnie za trudne...
Tego chyba właśnie się najbardziej boję w tym nadchodzącym roku szkolnym. Tego i tego, że ludzie z mojej klasy będą dosyć "specyficzni".
Jednak nie chcę zamartwiać się na zapas, więc staram się o tym nie myśleć :) Kiepsko mi to wychodzi, ale chociaż się staram...
To ja na lekcjach, jak udaję, że cokolwiek rozumiem, a tak na prawdę nic nie ogarniam :")
środa, 31 sierpnia 2016
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Suicide Squad
Właśnie wróciłam z kina. Ogólnie to, tym co jeszcze nie oglądali, z całego serca polecam "Suicide Squad: Legion Samobójców"!!! Super film!!!
Film opowiada o przestępcach, którzy są zmuszeni do pracy na rzecz dobra.
Bardzo podobała mi się charakteryzacja bohaterów, jednak mam jedną małą uwagę. Nic nigdy nie pobije Jocker'a, który był w Batmanie. Przynajmniej takie jest moje zdanie. I moich przyjaciół. Chyba wszystkich.
W każdym razie... Zachęcam do obejrzenia ;)
Mnie i moją koleżankę najbardziej urzekł Pinky. Ci co oglądali powinni wiedzieć o co chodzi, a jeśli nie to mała podpowiedź: jednorożec ~.~ <--- tak, to jest falująca brewka ~.~
Film opowiada o przestępcach, którzy są zmuszeni do pracy na rzecz dobra.
Bardzo podobała mi się charakteryzacja bohaterów, jednak mam jedną małą uwagę. Nic nigdy nie pobije Jocker'a, który był w Batmanie. Przynajmniej takie jest moje zdanie. I moich przyjaciół. Chyba wszystkich.
W każdym razie... Zachęcam do obejrzenia ;)
Mnie i moją koleżankę najbardziej urzekł Pinky. Ci co oglądali powinni wiedzieć o co chodzi, a jeśli nie to mała podpowiedź: jednorożec ~.~ <--- tak, to jest falująca brewka ~.~
Takie na deser :*
niedziela, 28 sierpnia 2016
To uczucie...
To uczucie, kiedy nie masz co robić w życiu, więc fotografujesz motyle :'''')
I kwiaty
I znowu motyle...
O, a tutaj mamy pszczołę. Pszczoła robi bzzz, bzzz, bzzz!
I inny kwiatek :)
A tu dmuchawiec, który kiedyś był kwiatkiem
I pozujący kogut
Kolejne pozujące zwierzę. Tym razem kotka w ciąży...
Na tym zdjęciu mamy minę pod tytułem: "Czego ty w ogóle ode mnie chcesz, co??"
A tutaj: "Jestem zmęczona. Daj mi spokój."
"To ja tu jestem panem. Masz się mnie słuchać. Nie na odwrót. Zapamiętaj."
"Jestem władcą, więc czego ty ode mnie chcesz, ty nędzny śmiertelniku od żarcia i głaskania??"
"Po prostu się ode mnie odczep"
"Nie wyraziłem się jasno?? Miałeś się odczepić..."
"Jestem dzikim kotem. Jestem drapieżnikiem. A nie jakimś dachowcem"
A tutaj mamy gołębie pocztowe
I znowu kotka
"Chyba coś brałam..."
Ptak, który kiedyś przynosił pocztę
Tak mnie naszło, żeby porobić trochę zdjęć. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. Do jutra xx
piątek, 26 sierpnia 2016
Smocze Sekrety
Wybaczcie mi za wczorajszy wpis. Miałam małego doła emocjonalnego, a po za tym pisałam to w nocy, a od zawsze wiadomo, że noc służy do przemyśleń nad własną marną egzystencją istnienia.
Spokojnie, tym razem nie pojawi się tutaj nic podobnego. Zamiast tego macie obiecany początek "Smoczych Sekretów". Oto on:
Kiedyś istniały. Kiedyś w nie wierzono. Kiedyś je czczono. Później o nich zapomniano.
Pojawiły się zaraz po dinozaurach i żyły aż do średniowiecza. Były najpotężniejszymi żyjącymi istotami w historii. Posiadały moc, której zwykły śmiertelnik nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić. Nikt nie jest wstanie jej sobie wyobrazić, a teraz są traktowane jako legendę. Olbrzymie gady ze szponami ostrymi jak brzytwa, twardymi łuskami i zębami, których lekkie draśnięcie wystarczy, żeby zabić. Smoki.
Jednak jest jedna legenda, która przetrwała aż po dziś dzień. Legenda, w którą wierzą Łowcy Smoków, organizacja, która przetrwała setki lat, a szczyci się zabijaniem smoków. Ich celem jest nie doprowadzenie do ponownej reinkarnacji smoczych potomków. Robią to od zawsze. Od czasów początku tej historii.
Kiedyś na ziemi istniały cztery smocze plemiona. Ogień. Woda. Powietrze. Ziemia. Żyły one w zgodzie, a nawet łączyły się tworząc nowe gatunki. Każde z nich było inne. Żyło w odmiennym środowisku. Miało inne moce. Jednak jedna rzecz je łączyła. Musiały być podporządkowane dwóm Najpotężniejszym. Światłu i ciemności. Yin Yang. Tworzą równowagę, dzięki czemu na świecie nie zapanował chaos.
Po śmierci każdego smoka odradza się kolejny, jednak w przypadku Najpotężniejszych rodzi się tylko jeden na sto lat. To bardzo utrudnia sprawę, ponieważ...
To tylko część legendy, która zdołała się zachować. Teraz i tak nikt już w to nie wierzy. W świecie pełnym technologii te stworzenia są uważane za mit, albo nawet bajkę, którą tylko straszy się niegrzeczne dzieci.
Mam nadzieję, że chociaż trochę się wam to podoba :)
A jako taki mały dodatek macie tutaj takiego oto smoka.
czwartek, 25 sierpnia 2016
I hate me...
Kiedyś zastanawiałam się kim jestem. W sumie to nadal się nad tym zastanawiam i nie udaje mi się znaleźć odpowiedzi, a inni oczekują ode mnie tego, że im powiem kim będę w przyszłości. Jak mam im na to odpowiedzieć, skoro ja nawet nie wiem kim jestem teraz. Wiem tylko tyle, że jestem osobą z problemem aspołeczności. Tak, jestem aspołeczna. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Zazwyczaj siedzę w domu i nigdzie nie wychodzę. Nie z wyboru. Dlatego, że nikomu nie zależy, żebym wyszła. Nikomu nie zależy na moim towarzystwie.
Nie ważne co bym robiła, nie potrafię się zmienić. To nadal jestem ja. Nieśmiała dziewczyna z brakiem życia towarzyskiego.
Często wyobrażam sobie jakieś historię. Na przykład, gdy oglądam jakiś film lub czytam książkę wyobrażam sobie, że jestem jakimś bohaterem pobocznym, którego losy łączą się z losami głównych bohaterów. Ostatnio nawet moja wyobraźnia zaczęła tworzyć historie z członkami moich ulubionych zespołów, takich jak 5 Seconds of Summer i The Vamps. Wyobrażam sobie, że ktoś taki jak oni, sławny, otwarty, zauważa kogoś takiego jak ja, że jest w stanie kogoś takiego polubić. Zastanawiam się wtedy jakby to było... Jak by to było znać takiego Michaela Clifforda albo Connora Balla. Jak by to było, gdybym miała takich przyjaciół albo chociaż ludzi, którzy mnie akceptują.
Przed znajomymi z klasy zakładam maskę. Myślą, że jestem zwariowaną dziewczyną z okropnie niską samooceną. Nie znają prawdziwej mnie. Kiedy któreś z nich mnie obrazi udaję, że mnie to nie obchodzi, a tak na prawdę czuję ukłucie w sercu i narasta we mnie myśl, że im na mnie nie zależy, że oni nawet mnie nie lubią.
Ale myślę, że to po części również jest moja wina. Nie potrafię się przed nikim otworzyć, wygadać. Zamiast tego duszę to wszystko w sobie, a to mnie powoli zaczyna przerastać, zżera mnie od środka. Kawałek po kawałku, aż nie zostanie zupełnie nic i się załamię.
Boli mnie to, że nabijają się czasami z mojej wagi, a ja nie potrafię im powiedzieć, żeby przestali. Zamiast tego zgadzam się z nimi i mówię "Wiem, że jestem gruba, ale co tam." A tak na prawdę mam problem ze swoją wagą. Nienawidzę tego, że powoli zaczyna tworzyć mi się drugi podbródek. Nienawidzę tego, że nie mogę zrzucić wagi. Nienawidzę tego, że jestem taka leniwa i nie potrafię tego zrobić. Ogólnie to nie specjalnie przepadam za całą sobą. Ale co zrobić? Taka się urodziłam i nikt na siłę nie będzie w stanie mnie zmienić...
Nikt nie zmieni tego, że zamiast wychodzić ze znajomymi zazwyczaj wolę zamknąć się w pokoju i oglądać jakiś serial lub anime. Nikt nie zmieni tego, że nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nikt nie zmieni tego, że nie potrafię opowiadać o swoich problemach. A najśmieszniejsze w tym jest to, że umiem rozwiązywać problemy innych, a o swoich nawet nie umiem mówić. Jestem pełna takich beznadziejnych sprzeczności i tego również nienawidzę...
Nie ważne co bym robiła, nie potrafię się zmienić. To nadal jestem ja. Nieśmiała dziewczyna z brakiem życia towarzyskiego.
Często wyobrażam sobie jakieś historię. Na przykład, gdy oglądam jakiś film lub czytam książkę wyobrażam sobie, że jestem jakimś bohaterem pobocznym, którego losy łączą się z losami głównych bohaterów. Ostatnio nawet moja wyobraźnia zaczęła tworzyć historie z członkami moich ulubionych zespołów, takich jak 5 Seconds of Summer i The Vamps. Wyobrażam sobie, że ktoś taki jak oni, sławny, otwarty, zauważa kogoś takiego jak ja, że jest w stanie kogoś takiego polubić. Zastanawiam się wtedy jakby to było... Jak by to było znać takiego Michaela Clifforda albo Connora Balla. Jak by to było, gdybym miała takich przyjaciół albo chociaż ludzi, którzy mnie akceptują.
Przed znajomymi z klasy zakładam maskę. Myślą, że jestem zwariowaną dziewczyną z okropnie niską samooceną. Nie znają prawdziwej mnie. Kiedy któreś z nich mnie obrazi udaję, że mnie to nie obchodzi, a tak na prawdę czuję ukłucie w sercu i narasta we mnie myśl, że im na mnie nie zależy, że oni nawet mnie nie lubią.
Ale myślę, że to po części również jest moja wina. Nie potrafię się przed nikim otworzyć, wygadać. Zamiast tego duszę to wszystko w sobie, a to mnie powoli zaczyna przerastać, zżera mnie od środka. Kawałek po kawałku, aż nie zostanie zupełnie nic i się załamię.
Boli mnie to, że nabijają się czasami z mojej wagi, a ja nie potrafię im powiedzieć, żeby przestali. Zamiast tego zgadzam się z nimi i mówię "Wiem, że jestem gruba, ale co tam." A tak na prawdę mam problem ze swoją wagą. Nienawidzę tego, że powoli zaczyna tworzyć mi się drugi podbródek. Nienawidzę tego, że nie mogę zrzucić wagi. Nienawidzę tego, że jestem taka leniwa i nie potrafię tego zrobić. Ogólnie to nie specjalnie przepadam za całą sobą. Ale co zrobić? Taka się urodziłam i nikt na siłę nie będzie w stanie mnie zmienić...
Nikt nie zmieni tego, że zamiast wychodzić ze znajomymi zazwyczaj wolę zamknąć się w pokoju i oglądać jakiś serial lub anime. Nikt nie zmieni tego, że nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nikt nie zmieni tego, że nie potrafię opowiadać o swoich problemach. A najśmieszniejsze w tym jest to, że umiem rozwiązywać problemy innych, a o swoich nawet nie umiem mówić. Jestem pełna takich beznadziejnych sprzeczności i tego również nienawidzę...
Takie tam, na początek
Pierwszy wpis powinien dotyczyć czegoś, co mogło by być na tyle interesujące, żeby Cię tu zatrzymać, ale po co się tak trudzić?? Chcesz tu być?? To bądź. Nie chcesz?? To zmykaj tam, gdzie hodują niebieskie marchewki, które tańczą makarene.
Tak jak mówiłam, albo raczej pisałam, tu powinno znaleźć się coś ciekawego, a ja zamiast tego wstawię tu początek mojego opowiadania, który dzisiaj napisałam. Mam nadzieję, że komuś przypadnie ono do gustu, więc no. Zapraszam to wejścia w głąb mojego dziwnego i lekko chorego psychicznie (ale tylko lekko XD) umysłu.
Oto przed tobą początek prologu "Smoczych Sekretów". Dum, dum, dum.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Albo jednak nie. Wstawię to w następnym poście :P
Za to teraz, tak na pocieszenie macie członków 5 Seconds of Summer rzucających konfetti:
P.S. Uwielbiam ten zaciesz na ich ryjkach xd
Tak jak mówiłam, albo raczej pisałam, tu powinno znaleźć się coś ciekawego, a ja zamiast tego wstawię tu początek mojego opowiadania, który dzisiaj napisałam. Mam nadzieję, że komuś przypadnie ono do gustu, więc no. Zapraszam to wejścia w głąb mojego dziwnego i lekko chorego psychicznie (ale tylko lekko XD) umysłu.
Oto przed tobą początek prologu "Smoczych Sekretów". Dum, dum, dum.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Albo jednak nie. Wstawię to w następnym poście :P
Za to teraz, tak na pocieszenie macie członków 5 Seconds of Summer rzucających konfetti:
P.S. Uwielbiam ten zaciesz na ich ryjkach xd
Subskrybuj:
Posty (Atom)