sobota, 8 października 2016

Bycie sobą

Pamiętaj, naprawdę niczego nie daje pogrążenie się w marzeniach i zapomnienie o życiu. ~ A. Dumbledore

Wiecie jak to jest, gdy macie się uczyć, ale zamiast regułek i wzorów matematycznych w waszej głowie pojawiają się sceny z książek i filmów?? Jak zamiast o wojnach światowych myślicie o herosach próbujących ocalić Olimp?? Albo o czarodziejach, w których rękach leży przyszłość świata?? A może wymyślacie własne opowieści?? Może jesteście jakąś wymyśloną postacią, która wkracza w świat waszej ulubionej książki?? Czy tworzycie coś ze sławnymi osobami?? Lub wszystko od podstaw, świat, postacie, ich historię??

Ja tak mam bardzo często. Nie potrafię się na niczym skupić, bo mój mózg znajduje się w świecie wyobraźni, w którym albo jestem kuzynką Harry'ego Potter'a, albo przyjaźnie się z 5 Secounds od Summer, albo jestem dziewczyną Brad'a Simpsona, a kiedy indziej wchodzę do świata herosów. Coraz częściej zdarza mi się jednak "odpływać" do historii, którą sama stworzyłam, ale nigdzie jej nie spisałam. Miałam taki zamiar, ale bałam się, że nikt nie będzie chciał tego czytać. Jednak niedawno uświadomiłam sobie, że nie powinna mnie obchodzić opinia innych. Co kogo obchodzi co robię??

Jeśli coś daje mi szczęście, powinnam to robić. Niestety do teraz bałam się. Brakowało mi pewności siebie, ale postanowiłam to zmienić. Bo najważniejsze to być sobą.

Lubisz pisać?? To pisz.
Lubisz czytać?? To czytaj.
Lubisz ubierać się alternatywnie?? To ubieraj się tak.
Lubisz kolorowe włosy?? To je sobie przefarbuj.
Lubisz kolczyki?? To je miej.
Lubisz tatuaże?? To je sobie zrób.
Lubisz słuchać innej muzyki?? To jej słuchaj.
Lubisz nosić mocny makijaż?? To go noś.

Nikt nie może ci zabronić wyrażania siebie. To ty jesteś władcą swojego życia i powinieneś umieć z tego korzystać. To twoje życie i twoje wybory. Źle wybierzesz to przynajmniej nauczysz się na błędach. Upadniesz to wstaniesz silniejszy. Bo o to chodzi w życiu, żeby być sobą i stawać się silniejszym...



P. S. Jeśli macie jakieś pytania lub problemy to piszcie. Z przyjemnością postaram się wam pomóc...

Zmieniła Historie #1

Czarny skórzany fotel. Mój ulubiony. Uwielbiałam na nim siedzieć godzinami i właśnie to robiłam. Siedziałam w fotelu w moim pokoju na Victoria Road siedem, a w tle leciało Lonely. Bardzo lubię tą piosenkę. Jej refren mówi o mnie.
Ołówek w ręce i szkicownik na kolanach. Znowu rysowałam tego samego mężczyznę. Miał burzę ciemnych loków i lekki zarost podobnego koloru. Jego ciemne oczy patrzyły na mnie ze ścian, ponieważ już wcześniej, i to nie jeden raz, zdarzyło mi się go rysować. Byłam pewna, że go nie znałam. Po prostu lubię patrzeć na jego portrety.
To nie były moje jedyne szkice. Miałam wiele innych. Niektóre były przyklejone taśmą do ścian i mebli. Przedstawiały one zazwyczaj ten sam ogromny zamek, ten sam las i ten samo pomieszczeni wyglądające jak loch, różne dziwaczne urządzenia oraz dziwnych ludzi w czarnych szatach i złotych maskach. Inne rysunki były oprawione w ramki, a pozostałe były rozwalone na całym biurku, a nawet i łóżku. Jakoś nigdy nie potrafiłam zapanować nad porządkiem.
Na moich rysunkach zazwyczaj nie umieszczałam tego co widzę, a raczej to co znajduje się w mojej głowie, w mojej wyobraźni. Chociaż bardzo lubiłam szkic mojej rodziny, który został narysowany zeszłego lata. Znajdowałam się na nim mieszkańcy tego domy, czyli ja, moja ciocia Ally, mój wujek Luis, mój czteroletni kuzyn Jack i moja babcia Emma, która zmarła pół roku temu. Zawsze byłam nieśmiała, ale po jej śmierci jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie. Przez co nie miałam przyjaciół. Nawet takich znajomych ze szkoły, bo do niej nie chodziłam. Wujek uczył mnie podstaw w domu, a ciocia nauczała mnie teorii „innych" przedmiotów, których nie uczą w normalnych szkołach.

...I'm lonely, lonely, lonely
I'm lonely ,lonely in my life
I'm lonely, lonely, lonely
God, help me, help me to survive...

Zaczęłam nucić pod nosem i rozmyślać nad tym co czeka mnie za trzy miesiące. Jednak nagle drzwi do pokoju otworzyły się i wleciała do niego taca z ciastkami i mlekiem, a za nią weszła trzydziestojednoletnia brunetka o brązowych oczach.
- Cześć ciociu – powiedziałam.
- Cześć kochanie – przywitała się kobieta wyciągając z kieszeni swoją różdżkę, a za jej pomocą przelewitowała tacę na mały stoliczek stojący obok fotela.
- Kiedy ja dostanę swoją? Mam już przecież jedenaście lat. – już od dawna marzyłam o własnej różdżce.
- Pojedziemy po nią. Obiecuję, ale najpierw przydałoby się żebyś dostała list z Hogwartu, prawda? – odpowiedziała i dodała szybko widząc moją niepewną minę – Oczywiście ja nie mam żadnych wątpliwości co to tego, czy jesteś czarownicą, no ale najpierw list, potem różdżka. – uśmiechnęła się szerzej, a ja kiwnęłam głową na zgodę. – Co tam znowu rysujesz? – najwyraźniej chciała zmienić temat, bo zajrzała mi przez ramię, żeby zobaczyć moje „dzieło".
- Znowu tego mężczyznę. – odpowiedziałam szczerze.
- Ahhh...
- Nie wiem ciągle mam ochotę go szkicować. To jest trochę dziwne, ale gdy patrzę na jego twarz czuję się tak bezpiecznie. To chyba nie jest normalne, co nie?
- To faktycznie jest trochę dziwne, ale nie nienormalne.
- Dzięki.
- Nie ma za co. – przytuliła mnie. – Ale muszę cię zmartwić, bo muszę ci przypomnieć o dzisiejszym obiedzie u kuzynki twojego wujka. – skrzywiłam się. Nie chciałam tak spędzać tego dnia. Jutro był przecież pierwszy lipca, pierwszy dzień wakacji.
- A musimy tam iść dzisiaj? – zapytałam z nadzieją w głosie.
- Niestety tak. Jego kuzynka powiedziała, że nie możemy to nich przyjechać w wakacje. Nie wiem czemu, więc jedziemy dzisiaj. Za dwie godziny wychodzimy, więc masz trochę czasu, żeby się przyszykować. – posłała mi jeszcze jeden ciepły uśmiech i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Wstałam z fotela i podeszłam do biurka. Wszystkie znajdujące się na nim szkice zaczęłam przekładać na łóżko dopóki nie znalazłam swojej zguby. Trzymając pożółkłą kopertę z zawartością znowu opadłam na fotel. I zaczęłam czytać krótki list napisany bardzo charakterystycznym pismem.

Droga Emmo Goodlook,
Z przykrością muszę powiadomić Panią o śmierci
Pańskiej córki Jane Shyloner i jej męża.
Zginęli w wypadku samochodowym. Jednak
Lolaraine przeżyła. Jest Pani jej najbliższą rodziną
i proszę, żeby to Pani się nią zaopiekowała.
Z wyrazami współczucia
S. B.

Nie wiedziałam kto go napisał, ale bardzo lubiłam go czytać. Uwielbiałam ten fragment, w którym ktoś chce, żeby się mną zaopiekowano, żebym była bezpieczna. Wiedziała, że jego autor kłamie, ale wiedziałam też dlaczego. Moi rodzice wcale nie zginęli w jakimś wypadku samochodowym, tylko zostali zamordowani. Zamordowani przez Śmierciożerców. Byli mugolami, a sługłusy Tego Którego Imienia Niewolno Wymawiać nienawidzą istot poza magicznych. Tylko ja przeżyłam. Po tym strasznym wydarzeniu zostały mi tylko dwie blizny. Jedna na karku, którą zawsze przykrywały moje włosy sięgające do łopatek. Druga zaś była na prawej stopie i ciągnęła się aż do połowy łydki. Ją zawsze przykrywały długie spodnie i pełne buty.
Często zastanawiałam się czemu nadal żyję. Przecież też tam byłam i powinnam podzielić los moich rodziców. Ciocia mi czasem opowiadała, że pewien czarodziej, nigdy nie powiedziała jak się nazywał, uratował mnie i przyniósł tutaj.
Spojrzałam na zegar na ścianie, żeby sprawdzić która jest godzina. Była już pierwsza po południu. To znaczy, że mam jeszcze godzinę do wyjścia na ten „cudowny" obiad u kuzynki wuja. Podeszłam więc do szafy i zaczęłam się zastanawiać co na siebie założyć. Zawsze miała słabość do koszul, rozciągniętych swetrów i za dużych bluz, więc moja szafa była ich pełna. Po chwili namysłu wyciągnęłam niebieską koszulę i ciemne jeansy. Założyłam to i zaczęłam wybierać dodatki. Wzięłam moją najukochańszą bransoletkę od cioci. Była czarna z trzema magicznymi koralikami, które zmieniały swój kolor wtedy kiedy zmieniał mi się nastrój. Każdy kolor to inny nastrój. Założyłam jeszcze zwykłe wkrętki z diamencikiem. Na sam koniec sięgnęłam pod łóżko, żeby wyjąć moją najlepszą torbę. Była czarna z zielonymi detalami. Ona też była zaczarowana. Kolor jej detali zmieniał się, wtedy kiedy jej właściciel, w tym przypadku ja, sobie tego zażyczył. Dostałam ją od wujka mojej cioci, ale ja też mówiłam, że to jest mój wujek. On jest czarodziejem i pracuje w ministerstwie, ale nie jest tak jakimś zwykłym pracownikiem. Pełni najważniejszą funkcję. Jest Ministrem Magii.
Na myśl o nim zaczęłam za nim tęsknić. Widziałam go ostatnio w moje urodziny, które były w lutym. Miałam wielką nadzieję, że zobaczymy się jeszcze w e wakacje.
Zmieniłam kolor detali na niebieski, tak żeby pasowały mi do koszuli. Spakowałam do niej szkicownik, teczkę z białymi kartkami, piórnik, mój ulubiony podręcznik do eliksirów dla trzeciego roku, słuchawki, no i oczywiście telefon.
Założyłam jeszcze moje jedyne baleriny, które dokładnie zasłaniały moje ślady po wydarzeniach z przeszłości. Zaraz przed wyjściem z pokoju przejrzałam się jeszcze w lustrze stojącym obok drzwi. Zobaczyłam w nim jedenastoletnią szatynkę o zielonych oczach. Nie byłam piękna, ale też nie grzeszyłam urodą. Nic nie miałam do swojego wyglądu. I z tą myślą zeszłam po schodach. Przy drzwiach wejściowych stała już cała rodzina. Ciocia Ally była ubrana w czerwona sukienkę, a na głowie miała niedbałego koka, w którym wygodała po prostu pięknie. Wujek miał na sobie swój ulubiony garnitur i krawat kolorystycznie pasujący do sukni jego żony, a mały Jack miał białą koszule i czarne spodnie. Wszyscy wpakowaliśmy się do srebrnego mercedesa i ruszyliśmy na spotkanie z rodziną.
Przez cała drogę słuchałam muzyki i czytałam książkę, więc nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy na miejsce. Gdy się zatrzymaliśmy wysiadłam z pojazdu wyłączając telefon i chowając lekturę do torebki. Od razu zauważyłam, że wszystkie domki na tej ulicy są takie same. Miały nawet identyczne ogrody z idealnie przystrzyżonymi trawnikami. Trochę się przeraziłam. Za dużo tu perfekcji. No, ale raz się żyje, prawda?
Podeszłam do reszty stojącej już przy domku na ulicy Privet Driwe numer cztery. Ciocia zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się i stanęła w nich kobieta z długą szyją, nienaturalnie szyją, brązowych włosach i oczach.
- Petunio! – powiedział na powitanie wujek.
- Mike! Jak dobrze cię widzieć w moich progach. – przywitała się kobieta. – Wejdźcie!
Kiedy weszliśmy do środka znajdowaliśmy się w holu. Od razu skrzywiłam się na jego widok. Po prawej stronie znajdowały się schody na piętro, a pod nimi były małe drzwi do komórki. O ścianę o brzydkiej wyblakłej tapecie z jakimiś dziwnie wyglądającymi wzorami opierał się wieszak na płaszcze i stojak na parasole. Na wprost ode mnie znajdowały się jeszcze jedne drzwi prowadzące do kolejnego pomieszczenia. Jak się później okazało znajdował się za nimi salon z najbrzydszymi meblami jakie kiedykolwiek widziałam. Co ja gadam! Z najbrzydszymi meblami jakie kiedykolwiek widział ten świat. Były tam dwa fotele i kanapa ustawione na przeciwko telewizora, który stał na elektrycznym kominku. Wtedy dopiero miałam stuprocentową pewność, że mieszkańcami tego domu są mugole. W salonie były następne drzwi. Te tym razem prowadziły do kuchni i jadalni. Gdy tylko do niej weszłam zobaczyłam dwójkę ludzi stojących przy stole.
Jeden z nich był mężczyzną bez szyi, o małych świńskich oczkach i łysiejącej głowie. Drugi wyglądał na dwunastolatka z ulizaną fryzurą i różową pulchną twarzą. Był ubrany w garnitur, więc pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy na jego widok to „świnia we fraku". Zaśmiałam się w duchu z tego porównania, bo było one zaskakująco trafne.
Na wielkim stole stały różne potrawy. Na największym talerzu znajdowała się ogromna kaczka, a na reszcie warzywa różnej maści i wielkości.
Jako, że na ten moment niestety, byłam dobrze wychowana musiałam się przedstawić i przywitać się z właścicielami.
- Dzień dobry. – powiedziałam nieśmiało i cicho. Nawet nie byłam pewna czy ktokolwiek to usłyszał.
- Cześć, jestem Dudley Dursley. – przedstawił się „prosiak" przez cały czas patrząc na pieczeń, ale gdy po chwili na mnie spojrzał to już nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Jestem Lolaraine. – powiedziałam już trochę głośniej.
- Witaj Lolaraine. – kobieta spojrzała na mnie i mogła bym przysiąc, że gdy spojrzała na moje zielone tęczówki, na moment z jej twarzy zszedł uśmiech i pojawiło się zaskoczenie, strach i szczypta pogardy. Po chwili znowu się uśmiechała. – Jestem Petunia, ale jak chcesz to możesz do mnie mówić ciociu. – kiwnęłam tylko głową. Nigdy tak do niej nie powiem. Była dla mnie obcą osobą. Nie znałam jej i miałam trochę złe przeczucie. – Poznaj mojego męża, Vernona. – wskazała na mężczyznę z zanikiem szyi. – Do niego możesz zwracać się wujku. – znowu tylko skinienie.
Kiedy gospodarze powitali już wszystkich swoich gości zasiedliśmy do obiadu. Dudley cały czas się na mnie gapił. Czułam się niekomfortowo. Ugh. To było okropne, a on i tak zjadł trzy razy więcej niż ja i Jack razem wzięci. Przy posiłku dorośli rozmawiali o różnych rzeczach, ale ja ich nie słuchałam. Za bardzo się skupiłam na tym, żeby jak najszybciej stąd wyjść, położyć się na łóżku, podziwiać moje szkice na ścianach i wypatrywać sowy z listem. Zamiast tego musiałam tu siedzieć. Życie jest niesprawiedliwe.
Po zjedzeniu swojej części wstałam od stołu i poszłam do salonu. Usiadłam na niewygodnej kanapie i już chciałam wyjąć swoją książkę, kiedy uświadomiłam sobie jak mogli by zareagować ci mugole na podręcznik do magicznych eliksirów w swoim domu. Wzięłam więc szkicownik i ołówek. Mój rysunek na początku miał przedstawiać jakiś zamek, ale po chwili go przerobiłam, tak że widniała na nim mała chatka na błoniach, która stała zaraz na granicy tajemniczego lasu.
Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że Dudley siedzi obok mnie.
- Daj mi to. – powiedział pokazując na mój szkic.
- Nie, bo to jest moje. – odpowiedziałam spokojnie, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Byłam zbyt zajęta doprecyzowywaniem mojego rysunku.
- Ale ja to chcę! – powiedział już trochę podenerwowany.
- Zapomnij. To jest moje. – nadal mówiłam spokojnie, chociaż w środku już powoli traciłam do niego cierpliwość.
- CHCĘ TO! CHCĘ! – zaczął krzyczeć, a już po chwili się rozpłakał. Długoszyjna kobieta od razu wpadła do pokoju i podbiegła do swojego syna.
- Co się stał Dudziaczku? – gdyby nie ta sytuacja na pewno bym się zaśmiała z tego zdrobnienia. – Cii. Już nie płacz. – zaczęła go uspokajać. – Co się stało?
- Ona nie chce mi tego dać. – odpowiedział grubas nadal cicho płacząc.
- Skarbie, daj mu to. – rozkazała Petunia zwracając się do mnie.
- Ale to jest moje. – nadal nie okazywałam swojego gniewu, ale czułam jak złośc we mnie buzuje.
- Lolaraine daj to Dudleyowi. – powiedziała błagalnie ciocia Ally.
- Ale to jest mój nowy rysunek. Jeszcze nigdy takiego nie narysowałam. – tym razem nie wytrzymała i w moim głosie było słychać zdenerwowanie. Wystarczyło, że jeszcze raz spojrzałam na ciocie i zobaczyłam w jej oczach tak wielkie błaganie o uległość, że nie wytrzymałam. Przestałam rysować i oddałam swoje dzieło „prosiakowi".
Naprawdę byłam załamana, bo serio podobał mi się ten szkic. Wstałam z kanapy i znowu zasiadłam do stołu. Vernon Dursley opowiadał wszystkim o swojej „fantastycznej" fabryce świdrów.Petunia rozdawała ciasto, a Dudley zjadał już trzecią dokładkę deseru. Ciocia i wujek przez cały czas udawali, że słuchają ich opowieści, ale ja widziałam, że są prawie tak bardzo znudzeni jak ja. Natomiast Jack siedział na dywanie i bawił się swoim małym zabawkowym samochodzikiem.
Ja tylko siedziałam i widelcem coraz bardziej rozdrabniałam swój kawałek sernika. Nie miałam nawet ochoty go spróbować. Czas ciągnął się jak chyba nigdy w moim życiu. Jak to jest, że gdy chcemy żeby czas przyśpieszył to on jak na złość zwalnia, a gdy chcemy, żeby zwolnił to on pędzi.
Przez kolejne dwie godziny działo się dokładnie to samo, ale już zauważyłam, że wujkowi ze znudzenia powoli zamykają się oczy i chyba nawet na chwilę zasnął. Ale zaraz się otrząsnął i spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku. Po czym wstał i powiedział.
- Było naprawdę bardzo miło, ale niestety musimy już jechać. Kiedyś na pewno jeszcze wpadniemy.
Wszyscy się ze sobą pożegnali i w tempie ekspresowym opuściliśmy ten do. Zaraz po wejściu do samochodu westchnęłam z ulgi. Ucieszyłam się, że to już koniec. Mam nadzieję, że przez bardzo, ale to bardzo długi czas nie będę musiała oglądać tego domu i jego mieszkańców.

piątek, 7 października 2016

The Vamps

Milcz albo powiedz coś takiego co będzie lepsze od milczenia ~ Pitagoras


Ogólnie to chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale... Miałam pewne problemy.

Jestem strasznie szczęśliwa, ponieważ w piątek, 30 września byłam w Krakowie na koncercie THE VAMPS! Stałam w drugim rzędzie i prawie złapałam kostkę do gitary Connor'a. Prawie. Ale dotknęłam jego ręki. Nie jestem jakąś psychofanką, żeby bardzo się tym podniecać. W sumie to był przypadek, bo próbowałam go nagrać bez przybliżania, a on się nachylił i zaczął ściskać dłonie fanek, w tym też moją.

Najfajniejszą i najsłodszą rzeczą z tego wydarzenia było to, że chłopcy próbowali powiedzieć po polsku "Kochamy was", a zamiast tego wyszło in "Kociamy was", a dokładniej "Teraz mówimy is Kociamy was". To było takie uroczę.

Jak mi się uda to w najbliższym czasie pojawi się tu filmik z koncertu.

środa, 28 września 2016

My Anime List #1

Tak jak obiecałam w poprzednim wpisie pojawi się dzisiaj My Anime List. Nie będzie ona w kolejności od ulubionych, a od tych, które oglądałam na początku, aż do teraz.

W takim razie... ZAPRASZAM!!!


1. Shaman King



2. Ouran High School Host Club



3. Sword Art Online



4. Kaichou wa maid sama



5. Akatsuki no Yona



6. Ookagami shoujo to kuro ouji



7. Uta no prince sama



8. Brothers Conflikt



9. Diabolik Lover



10. Love Stage



11. Kamisama Hajimashita




12. Kami gami no asobi



13. Inu x boku ss



14. Arcana Famiglia



15. Sukitte ii na yo




Stwierdzam, że tyle powinno wystarczyć. Na pewno w przyszłym tygodniu pojawi się druga część, bo to nie wszystko :)

niedziela, 25 września 2016

Japoński

Normalni uczniowie z mojej szkoły uczą się angielskiego, niemieckiego albo hiszpańskiego. Uczę się tych dwóch pierwszych języków, ale postanowiłam sobie wybrać jeszcze jeden dodatkowy. Jeśli jutro zdam test wstępny to będę się uczyć japońskiego. Tak, japońskiego.

Kiedy moi znajomi się o tym dowiedzieli to zaczęli się ze mnie śmiać, ale ja się tym nie przejęłam. Już od jakiegoś czasu interesuję się Japonią i jej kulturą, więc chciałam się nauczyć tego języka. Naprawdę mi na tym zależy.

Aktualnie muszę się nauczyć czterdziestu sześciu znaków z alfabetu hiragany. Umiem już prawie wszystkie, więc musze się sprężyć, bo egzamin już jutro, a ja mam przecież jeszcze normalne lekcje w szkole.


Mam nadzieję, że zdam ten test i będę mogła kontynuować naukę tego języka :)


Tak, moje zainteresowanie kulturą japońską zaczęło się od tego, że postanowiłam obejrzeć anime.

Nie pamiętam wszystkich jakie oglądałam, ale napiszę te niektóre:


1. Shaman King



2. Ouran High School Host Club



3. Sword Art. Online



4. Kaichou wa maid sama



5. Akatsuki no Yona






To są tylko pierwsze lepsze jakie wypisałam, ale stwierdzam, że następny wpis to będzie lista wszystkich anime jakie obejrzałam.

środa, 21 września 2016

Nic nie zrobiłam...

Mam strasznie dużo zadane na jutro, a tak naprawdę nic z tego nie zrobiłam. Dlaczego?? Sama nie wiem. Próbowałam, ale mi nie wyszło. Usiadłam przy biurku i wyjęłam wszystkie potrzebne  podręczniki z zeszyty. Przez godzinę czytałam jedno zadanie z matematyki i nadal go nie zrozumiał, co jest dziwne, bo na lekcji rozwiązywałam podobne przykłady bez problemu. To samo było z biologią i chemią, tylko z tą różnicą, że z tych przedmiotów jestem beznadziejna. Już nie wspomnę o polskim. Trzy razy przeczytałam tekst zajmujący dwie strony A4 i jedyne co z niego zapamiętałam to to, że był to esej odnośnie mitu o Syzyfie. I na tym się moja wiedza kończy...

Na prawdę tego nie rozumiem. Boję się, że nawet rano nie uda mi się zrobić tych zadań...

Nie za bardzo wiem, co to zdjęcie mado tego, co napisałam, ale i tak je wstawiam, bo mi się podoba.

Bilety!!!

Nie mogę w to uwierzyć! Bilety właśnie do mnie dotarły! Po prostu nie mogę w to uwierzyć!


Chociaż mam te bilety przed sobą to nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieje na prawdę. To zadziwiające jak trudno nam uwierzyć w spełniające się marzenia. Bo właśnie to się u mnie dzieje. Spełnia się jedno z moich marzeń, a mi trudno w to uwierzyć.

Zastanawiam się czy z innymi marzeniami czułabym się tak samo, czy to tylko takie jednorazowe uczucie towarzyszące mi przed koncertem. Bo jak wy byście się czuli, gdyby coś co miałby spełnić wasze marzenie leżało przed wami?? Pewnie tak samo jak ja. Ale co mi się dziwić! Nie dosyć, że to będzie mój pierwszy koncert, to jeszcze zobaczę na żywo Bradley'a Smipson'a, Connor'a Ball'a, James'a McVey'a i Tristan'a Evans'a!!! To mi się po prostu nie mieści w głowie.

Jestem ciekawa czy spełnienie tego marzenia będzie wyglądać tak, jak to sobie wyobraziłam...

poniedziałek, 19 września 2016

Błędy...

Miałeś kiedyś tak, że bardzo czegoś chciałeś, ale zabrakło ci odwagi, żeby to zrobić?? Bardzo chciałeś coś komuś powiedzieć, ale się bałeś?? Nie jesteś jedyny. Wiele osób na świecie ma dokładnie ten sam problem.

Ja również się do nich zaliczam. Boję się powiedzieć co do kogoś czuję, bo nie wiem czy on odwzajemnia moje uczucia. Nie chcę go stracić. Nawet jeżeli miałby tylko pozostać tylko moim przyjacielem. Czy robię słusznie?? Pewnie nie. Może gdybym mu powiedziała o tym co czuję, okazałoby się, że on to odwzajemnia. Ale mi brak odwagi. A przecież kto nie próbuje ten nic nie zyskuję.

Boję się zaryzykować. Boję się zrobić coś nowego, bo to może zmienić moje życie. Na lepsze?? Na gorsze?? Raczej nigdy się tego nie dowiem, bo najzwyczajniej brak mi odwagi, żeby spróbować.

Boję się zmian. Co jeśli jeden mały gest może zapoczątkować coś wielkiego?? Co jeśli nie spodoba mi się rezultat?? Co jeśli będę jeszcze mniej akceptowana niż jestem teraz?? Nie znam odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale wiem jedno.

Jeśli nie spróbuję, nigdy się nie dowiem. Na tym właśnie polega życie. Na próbowaniu nowych nieznanych rzeczy. Na tym, żeby być sobą. Żeby odnaleźć siebie pośród wszystkich innych. Żeby nie dać się pochłonąć przez świat, który chce, żebyśmy wszyscy byli tacy sami. Bo co nam przyjdzie z tego, że się do kogoś upodobnimy?? Nic. I tak będziemy tylko nic nie wartą kopią, a przecież zdecydowanie lepiej jest być oryginalnym oryginałem. Lepiej być czymś, albo raczej kimś unikatowym, bo to właśnie nas wyróżnia spośród wszystkich.

Jam myślisz?? Mam rację?? Czy może ty wolisz zrobić wszystko, żeby wpasować się w otoczenie, które zabija twoją indywidualność?? W otoczenie, które pełne jest kopii??

Przyznam się szczerze, że ja przez bardzo długi okres czasu chciałam się zawsze wpasowywać, nie wyróżniać się z tłumu. Nie lubiłam i nadal nie lubię zwracać na siebie uwagi innych. Jednak dałam sobie jedno bardzo ważne postanowienie: BYĆ SOBĄ. Bo to jest najtrudniejsze, bycie sobą w świecie, który chce, abyśmy byli jak cała reszta.

Mam nadzieję, że uda mi się dotrwać z tym postanowieniem jak najdłużej. A ty jak sądzisz?? Jesteś kopią czy oryginałem?? Niestety nie możesz być oryginalną kopią, bo coś takiego nie istnieje, a nawet jeśli to nadal jest to kopia. Więc??

To ty decydujesz kim jesteś. Nikt nie ma prawa zrobić tego za ciebie. Jeśli wyróżniasz się z tłumu, bo masz na przykład kolorowe włosy, dużo kolczyków lub po prostu specyficznie się ubierasz to to nie jest wcale wada. Powinieneś ignorować tych, którzy się z ciebie wyśmiewają. Dlaczego?? Bo ty jesteś sobą. Jesteś oryginalny, a oni to najzwyklejsze kpie, które nie potrafią zaakceptować czegoś ani kogoś innego niż oni sami.

Najważniejsze jest wyrażanie siebie. Nie ważne w jaki sposób. Ważne, że sprawia ci to przyjemność.

Równie ważne jest również akceptowanie samego siebie. Mało osób to potrafi, ale to bardzo ważna i przydatna cecha. Jeśli sam siebie nie zaakceptujesz, nie oczekuj tego od innych. To ty musisz zrobić pierwszy krok, a jeśli ci się nie powiedzie i upadniesz, nie załamuj się. Po prostu wstań i spróbuj ponownie, albo inaczej. A jeśli nie możesz wstać to poleż i zastanów się co zrobiłeś źle, żeby nie popełnić już więcej tego samego błędu. Trzeba uczyć się na własnych błędach. Bo życie to najlepszy nauczyciel. Najbardziej surowy, ale najlepszy...

To by było na tyle, jeśli chodzi o ten post...

niedziela, 18 września 2016

12 dni przed

Właśnie kupiłam bilety na The Vamps!!! 12 dni przed koncertem!!! Teraz muszę już tylko czekać aż je przyślą!

Jestem tak strasznie szczęśliwa. Wreszcie zobaczę chłopaków na żywo! Brad'a! James'a! Connor'a! Tristan'a! Tak strasznie się cieszę! Wiem, że się powtarzam, ale nic na to nie poradzę. Wybaczcie, ale za bardzo się cieszę z tego powodu, żeby szukać innych słów. Jestem radosna. Podekscytowana. I nadal nie wierzę, że to prawda. To będzie mój pierwszy koncert. Nie tylko ich, ale ogólnie to będzie mój pierwszy koncert. Jeszcze nigdy nie byłam na takim prawdziwym koncercie. Właśnie dlatego jestem taka podekscytowana tym faktem :)

Nadal nie mogę w to uwierzyć...

I znowu się powtarzam :)

Jak tylko dostanę przesyłkę z biletami to pewnie wstawię tutaj ich zdjęcie, a na razie macie to:

Sowa...

wtorek, 13 września 2016

JOKER

WŁAŚNIE ZOSTAŁAM POZDROWIONA PRZEZ JOKERA PODCZAS AUDYCJI NA ŻYWO!!!! RADIO YOUNG STARS!!!!
LINK:
http://radioyoungstars.pl/


WIEM, ŻE JUŻ BYŁO, ALE NAJBARDZIEJ PASUJE TO TEJ INFORMACJI!!!!!

niedziela, 11 września 2016

Zmieniła Historię: Prolog

Tu macie prolog mojego starego fanfiction o Harry'm Potter'ze, które postanowiłam kontynuować.
W takim razie zapraszam do czytania.



Czerwony samochód jechał ulicami do przedmieściach Londynu. Za kierownicą siedział wysoki brązowooki brunet. Tuż obok niego, na miejscu pasażera, spoczywała dosyć drobna kobieta o blond włosach i niebieskich oczach. Obydwoje mieli po dwadzieścia lat i byli małżeństwem zaledwie od roku. Natomiast na tylnym siedzeniu, w foteliku leżała pięciomiesięczna dziewczynka. Była przeurocza. Miała ciemne blond włosy, a pod jej zamkniętymi powiekami, z długimi rzęsami znajdowały się piękne zielone oczy.
     Jechali tak przez kilka godzin. Jednak kiedy znaleźli się na totalnym pustkowiu mężczyzna zatrzymał samochód. Kobieta spojrzała na niego pytająco. Widząc jego znaczący wzrok wyjrzała przez przednią szybę pojazdu. Na samym środku drogi ujrzała kilka postaci, które były ubrane w czarne peleryny i szpiczaste czapki tego samego koloru. Byli odwróceni tyłem, więc kobieta nie widziała ich twarzy.
     Kierowca zatrąbił klaksonem, żeby tamci zeszli z drogi. Niestety nie przyniosło to oczekiwanych efektów.
- Zaraz przyjdę. – powiedział do kobiety
- Bądź ostrożny. – poprosiła, a on tylko skinął głową. Wyszedł z pojazdu i zatrzasnął za sobą drzwi i jakby na ten znak dziecko smacznie śpiące z tyłu obudziło się nagle, ale nie wydało z siebie żadnego dźwięku tylko swoimi małymi oczkami obserwowało następujące zdarzenia.
     Mężczyzna nadal stał przy samochodzie. Nie wiedział co ma zrobić. Trochę się bał, bo od tych ludzi emanowała jakaś dziwna energia, mroczna energia, która nie mogła oznaczać niczego dobrego.
- Przepraszam. Yyy… Czy nie mogli by się państwo trochę przesunąć? – zapytał, ale nie dostrzegł żadnej odpowiedzi, więc podszedł bliżej. Stwierdził, że oni go chyba nie zauważyli. Postanowił obejść ich dookoła, a gdy to zrobił kompletnie go zamurowało. Wszyscy prócz jednego mieli złote maski. Osoba nie zakrywająca twarzy była średniego wzrostu mężczyzną o długich blond włosach sięgających do ramion. W lekkim blasku reflektorów, które nie zostały wyłączone, można było dostrzec jego zimne szare oczy.
- Hym. Hym. – odchrząknął kierowca, który stał teraz zaledwie dwa metry od tej grupki.
     Blondwłosy mężczyzna odwrócił się w jego stronę. W jego oczach można było dostrzec obrzydzeie.
- Czy moglibyście się przesunąć? Chciałbym tędy przejechać. – powiedział już trochę zdenerwowany kierowca samochodu. Zamiast odpowiedzi usłyszał śmiech. Ale nie był to przyjazny odgłos. Ten śmiech był przepełniony ironią. Od jego dźwięku aż dreszcz przebiegał po karku.
   Postać z odkryta twarzą śmiejąc się wyjęła coś z kieszeni. Przypominało to zwykły patyk, ale mężczyzna, który tak pomyślał od razu zobaczył jak bardzo się mylił.
     Tajemniczy człowiek powiedział jakieś nie zrozumiałe słowa i zaraz z kawałka drewna, który znajdował się w jego dłoni wyleciało dziwne zielone światło i trafiło prosto w bruneta. Brązowooki upadł na ziemię, bez ruchu, z otwartymi oczami i z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
     Kobieta siedząca w samochodzie krzyknęła przeraźliwie ze strachu, i to był jej największy błąd. Szarooki zwrócił się w jej stronę i znowu wyciągną prze siebie dziwny niebezpieczny patyk i coś powiedział. W jednej chwili samochód stanął w płomieniach. Mężczyzna kolejny raz cos powiedział i oślepiające zielone światło trafiło prosto w serce kobiety, która opadła bezwładnie na fotel z takim samym wyrazem twarzy jaki widniał na twarzy jej męża.
     Dwaj mężczyźni w pelerynach zaciągnęli martwe ciało kierowcy do samochodu, żeby jego śmierć wyglądała na wypadek. Żaden z napastników nie zauważył dziecka siedzącego na tyłach pojazdu.
     Nagle rozległy się dziwne trzaski. One były ogłuszające. A po chwili na drodze znajdował się już tylko płonący samochód, w którym ciągle znajdowała się mała dziewczynka. Tajemnicze postacie zniknęły.
     Dziecko nie wydawało z siebie żadnego dźwięku, do puki nie dotarł do niego ogień. Najpierw gorąco połaskotało jej prawą nóżkę. Zaczęła się trochę wiercić. Dopiero gdy ogień zaczął ją parzyć w kark, zaczęła płakać.
     Przez dym znajdujący się w zamkniętym pojeździe zaczęła się dusić. Powoli traciła świadomość, lecz nagle znowu usłyszała głośny trzask i w tym momencie drzwi od strony kierowcy otworzyły się. Ktoś wyją ciało zamordowanego mężczyzny z płomieni i po chwili pojawił się z drugiej strony samochodu, żeby wyciągnąć jego zmarłą żonę.
     Gdyby nie to, że dziewczynka wydała z siebie dosyć głośny krzyk bólu, spowodowany ogniem na karku i nodze, wybawiciel na pewno by jej nie zauważył.
     Pięciomiesięczna dziewczynka poczuła jak jakieś silne ręce wyciągają ją z rozpadającego się samochodu. Odetchnęła świeżym powietrzem i spojrzała na swego wybawcę. Był to wysoki mężczyzna o ciemnych kręconych włosach sięgających prawie do ramion. Miał lekki zarost tego samego koloru, a jego ciemne oczy błyszczały w blasku księżyca, ale one nie patrzyły w jej stronę. Cały czas spoglądały na płonący pojazd. Dziewczynka nagle zamknęła oczy i najzwyczajniej w świecie zasnęła.
     Ciemnooki mężczyzna położył ją na chwilę na drodze, żeby jeszcze na chwilę wrócić do samochodu. Zajrzał do środka i wyjął stamtąd wszystkie trochę nadpalone dokumenty. Przejrzał je i położył je obok martwych ciał małżonków i podniósł dziewczynkę. Po czym sięgnął do kieszeni i wyjął z niej patyk, który bardzo przypominał ten należący do szarookiego blondyna. Ten też powiedział jakieś nie do końca zrozumiałe słowa. W tym momencie ogień zniknął.
     Znowu rozległ się taki sam dźwięk, który towarzyszył pojawieniu się mężczyzny. Pojawiła się kolejna postać. Był to wysoki starzec o biało-siwych włosach z długą brodą tego samego odcieniu. Był ubrany w ciemno granatową szatę, a na nosie znajdowały się okulary-połówki. Podszedł do mężczyzny trzymającego dziecko.
- Kolejny atak Śmierciożerców na niewinnych mugoli. – powiedział wybawiciel.
- Po prostu znaleźli się w nieodpowiednim miejscu, o nie odpowiednim czasie. – powiedział starzec. – Wszyscy zginęli, prawda? – zapytał ze smutną miną.
- Nie. Dziecko przeżyło, ale niestety straciło obydwóch rodziców. – przerwał i westchnął smutno. – Biedny mały mugol.
- To nie jest mugol, Syriuszu. – powiedział starszy mężczyzna uśmiechając się lekko.
- Nie? Skoro nie jest mugolem, to w takim razie jest…
- Jednym z nas. Trzeba je zabrać do jego najbliższej rodziny. Jak się nazywali jej rodzice?
- Mike i Jane Shy-Lonely. Ja…  Znam…  Znałem ją. – zająkał się lekko. – To była mugolska kuzynka Lily.
- Ale do niej jej nie zaniesiemy ze względu na ich sytuacje. – zamyślił się. – Jak się nazywa? – dodał wskazując na śpiącą dziewczynkę.
- Z dokumentów wynika, że Lolarein. – odpowiedział Syriusz.
- Jak się nazywa matka Jane? Zaniesiemy do niej dziecko?
- Hmmm… - zastanowił się. – Chyba… Emma. Emma Good-Look.
- Dobrze. Zaraz ją zlokalizujemy. A teraz trzeba coś zrobić, żeby dziewczynka się obudziła. – powiedziawszy to wyciągnął z kieszeni swojej szaty czarny patyk z równymi wypukłościami. Swoją różdżkę. Machnął nią w stronę dziecka.
     Syriusz poczuł drobny ruch na swoich rękach. Dziewczynka poruszyła ręką i powoli otworzyła oczy. Wtedy to zobaczyli.
- Jej oczy! – ciemnowłosy prawie krzyknął. – Są takie podobne do…
- Wiem. – powiedział drugi mężczyzna i w tym momencie oczy dziewczynki zaszkliły się i zaczęła płakać. Nadal bolały ją oparzenia. Starzec podszedł do niej i przyłożył swój patyk do jej karku, na którym znajdowały się okropne czerwone bąble. Zaraz po zetknięciu drewna ze skórą na ich miejscu pojawiła się cienka wypukła jasna blizna, potem to samo stało się z jej raną na prawej nodze. Dziecko przestało płakać i zaczęło się swoimi szkarłatnymi, jeszcze trochę zaszklonymi, oczami uważnie przypatrywać mężczyznom. Syriusz przytulił ja do siebie i otarł jej policzki chusteczką, którą znalazł w kieszeni.
- Musicie już iść. – oznajmił starzec. – Ja się tutaj wszystkim zajmę. – zapewnił. Brunet kiwnął głową w odpowiedzi. – Napisz list do jej babci, w którym będzie, że jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. – powiedział. Syriusz zaszczycił go tylko skinieniem głowy. Ciemnooki z dziewczynką na rękach deportował się, czemu towarzyszył okropny trzask.
     Znaleźli się we wskazanym miejscu. Znajdowali się na Victoria Road numer siedem. Syriusz podszedł do drzwi i położył dziecko i prze chwilą napisany list na wycieraczkę. Już miał zapukać kiedy drzwi nagle się otworzyły. Stała w nich dziewiętnastoletnia brunetka o brązowych oczach.
- Syriusz! – krzyknęła na jego widok.
- Ciii! – uciszył ją. – Co ty tu robisz, Ally?
- Mieszkam. Mam leprze pytanie. Co ty tutaj robisz?
- Jak to mieszkasz?! Przecież pod tym adresem powinna mieszkać Emma Good-Look…
- Bo ona tu mieszka. To jest matka mojego narzeczonego. Ale nadal nie rozumiem co ty tu robisz.
- Spójrz w dół. – dziewczyna go posłuchała, a gdy zauważyła małe zawiniątko wydała z siebie bliżej nie określony dźwięk. Coś pomiędzy krzykiem a jękiem. – Jej rodzice zostali zamordowani przez Śmierciożerców, ale w liście jest napisane, że zginęli w wypadku samochodowym. – powiedział ze smutkiem.
- Jane… Mike… - jęknęła cicho Ally.
- Współczuje. Jest mi strasznie przykro. – powiedział to i położył na chwilę rękę na jej ramieniu, gdy ją zdjął schylił się i podniósł dziecko z listem.
- Dumbledore kazał mi ją tu przynieść, aby miała dobrą opiekę i wsparcie ze strony swojej rodziny. – dodał.
- Dlaczego Dumbledore miesza się w jej życie? W jej sprawy? Przecież ona jest mugolem… - przerwała widząc mężczyznę kręcącego głową w zaprzeczeniu. – Chyba, że… To niemożliwe, przecież jej rodzice nie byli…
- Oni nie byli, ale ona jest. – powiedział stanowczo Syriusz i przekazał dziewczynkę w ramiona młodej kobiety.
     Ally pożegnała się z mężczyzną i poczekała, aż się deportuje. Dopiero wtedy weszła do domu zamykając za sobą drzwi. Od tej chwili jej życie i życie Lolarein miało się kompletnie zmienić. Mała, nieśmiała i niepozorna dziewczynka miała zmienić całą historię. Nie była tego świadoma, ale od jej każdej decyzji zależało prawie wszystko. To właśnie ona zmieniła historie świata magicznego i tego pozbawionego jakiejkolwiek magii. Ona miała wszystko zmienić.



I co??

Szkoła...

Czy tylko ja odczuwam smutek?? Rok szkolny trwa dopiero tydzień, a ja już za kilka dni mam kartkówkę z geografii z mapy politycznej świata. ŚWIATA! Mam znać wszystkie państwa, ich stolice i gdzie się znajdują... Tego jest za dużo...

A jakby tego było mało to mam już zapowiedzianą lekturę na czwartek. Lubię mity, ale teraz chciałam poczytać coś innego. Miałam zamiar jeszcze raz, od początku do końca, przeczytać całą sagę Harry'ego Potter'a.  Chciałam to zrobić przed przetłumaczeniem ósmej części. Czyli miałabym na to miesiąc, a przez nawał prac domowych i innych rzeczy związanych ze szkołą na pewno nie uda mi się zdążyć...

Może jak spróbuję to uda mi się połączyć obie te rzeczy??

Nie, nie warto ryzykować. Do końca września nie mogę dostać żadnej złej oceny, bo nie pojadę na koncert The Vamps, którego już od dawna nie mogę się doczekać. Nie dość, że to ma być pierwszy ich koncert, na który pójdę to jeszcze to będzie mój PIERWSZY koncert. Tak bardzo nie mogę się doczekać...

To chyba na tyle...

Jakby się komuś nudziło to zapraszam do mnie:

https://twitter.com/magicshino

https://www.instagram.com/magicshino.carly/

https://www.wattpad.com/user/magicshino


FAIRY TAIL
Moje ulubione anime! <3

piątek, 9 września 2016

Aplikacja na koszulkę

Zaprojektowałam aplikację na moja nową koszulkę. Połączyłam dwie rzeczy, które lubię.




Zastanawiam się czy zrobić sobie z tym koszulkę i pójść w niej na koncert The Vamps. Mam trzy tygodnie na podjęcie tej decyzji. Muszę jeszcze kupić farby do tkanin i zastanowić się czy koszulka ma być czarna, czy biała.

Chciałam jeszcze zrobić takie koszulki dla członków zespołu, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Czy oni w ogóle przyjęli by coś takiego??

czwartek, 8 września 2016

Pierwszy tydzień szkoły :)

Nie to jak szkoła :")
Rok szkolny dopiero co się zaczął, a mój szkicownik już zaczął się zapełniać. To przecież nie moja wina, że lepiej mi się rysuje na lekcjach.

A oto moje dotychczasowe dzieła wykonane w tym tygodniu:

Takie kotki, które również widnieją na moich przypinkach na piórniku.




Tan kto oglądał Kuroko no Basket mam nadzieję, że rozpoznaję Kise Ryot'e ;)



A tu byłam głodna i postanowiłam narysować ogryzek jabłka i nadgryzionego pączka. Zjadłabym pączka...




Nasz nowy katecheta stwierdził, że naszym pierwszy zadaniem na lekcji religii będzie narysowanie jego podobizny...


Bazgroły. Bazgroły. Kiedy już na prawdę mi się nudzi :)))


Kolejne bohomazy...


Na razie to jest mój ulubiony art. Uwielbiam rysować smoki, a z tego jestem jakoś szczególnie zadowolona.


To jest kot według mojej koleżanki. Przyjrzyjcie się. Plamka znajdująca się zaraz pod jego głową przypomina tost, prawda?? Czy tylko mi się z tym kojarzy??


Dziewczyna z Hogwartu, która jest Gryfonką, ale pewien przystojny i blondwłosy Ślizgon dał jej swój szalik...


A tutaj mamy niedorobiony Hogwart, błonia, jezioro, chatkę gajowego i Zakazany Las.



Mój szkicownik przed...



I mój szkicownik po...




Właśnie tak wyglądają moje lekcje. Wiem, że powinnam wziąć się do pracy, w końcu to pierwszy rok w liceum, ale jak rysuję to jakoś łatwiej mi się skupić.

poniedziałek, 5 września 2016

Not sun, not rain...

Ta pogoda jest beznadziejna. Ni to słońce. Ni to deszcz. Słońce i deszcz?? Raczej nie... Chociaż może...





A na dokładkę wstawiam zdjęcia zegara, który bardzo mi się spodobał :)






Na razie to na tyle, ale może jeszcze dzisiaj się tutaj pojawie ;)